POGODNO – Historia miasta

Pamiętam dobrze stary dworzec w Trzebini, niby był duży w tamtej skali, ale teraz wygląda jak mała chatka. Przyglądam mu się z lekkim sentymentem i trochę za nim tęsknię. Zlizuję resztki smaku dworcowej Pizza Hut, dopijam zimną kawę ze Starbucksa, patrzę co jutro w Multikinie. Jadąc luksusowym naziemnym pociągiem już po 2 minutach mijam Jezioro Chechło. Pół dzieciństwa tu spędziłem. Pamiętam jak ludzie przeklinali ten czerwony żur, w którym nie wiedzieć czemu znajdowałem małże. Tyle lat plucia na złoto. Jakiś początkujący właśnie wywrócił się na wakeboardzie i zatrzymali wyciąg. Muszę kiedyś tego spróbować. Patrzę na imponujący zarówno pod względem rozmiaru jak i architektury hotel Ireny Eris dominujący wśród pozostałych i rozmyślam o tym jaki los jest przewrotny. Ale nasza woda torfowa nie stała by się światowym hitem gdyby nie cała historia, która wydarzyła się wcześniej w latach dwudziestych. Spory trwają do dziś czyj to był pomysł, ale plotki mówiły że ówcześni burmistrzowie Robert i Jarek po prostu rozmawiali w sytuacji wysoce procentowej. Nie ważne jak, ale liczy się efekt.

Mijam stację Stare Centrum zbudowaną na szczątkach dawnego PKS Chrzanów. Niby samo szkło, ale rozmach budowli robi zawsze wrażenie. Ładnie też komponuje się z biurowcami w tle. Miałem stąd jechać ruchomym chodnikiem do rynku, ale przejażdżka nad dachami chrzanowskiego centrum wiecznie mnie kusi swoim urokiem więc postanowiłem wysiąść dopiero na stacji PARK. Spacerując urokliwymi alejkami przyglądam się niezliczonym seniorom grającym w bule. Jakiś szał z tymi bulami, na każdym trawniku całe ekipy grają sobie w kulki. Też jestem seniorem, ale w bule nie gram, wolę narty na naszym stoku. W rynku jak zwykle tłumy i znaleźć wolne miejsce w restauracji graniczy z cudem. U Gesslerowej jest wolne miejsce, ale nie mam ochoty na dziczyznę, a widzę że się właśnie zwolnił stolik u Amaro. Drogo, to fakt, ale dziś jest szczególny dzień. Zamawiam ten ich zestaw cudów i wsłuchuję się w otaczające mnie dialogi próbując rozróżniać języki i zgadywać o czym rozmawiają otaczający mnie ewidentni turyści. Kiedyś w tym miejscu była piwiarnia i ławeczki, ech… Ale teraz jest lepiej. Pamiętam referendum i te lokalne kłótnie, to przywiązanie do nazw itd. Ale jakoś poszło. Boom, który powstał po połączeniu zaskoczył wszystkich. To była nowa nadzieja, nowy porządek, nowy świat.

Kelnerka, zapewne studentka lokalnej ASP, rozmarzona i emocjonalna, delikatnie maluje mój posiłek na pachnącym obrusie. Nawet nie wiem co jem, ale jest przepyszne i intensywne. Tak to już jest, że gwiazdki Michelin nie dają za nic. I pomyśleć, że w takim Chrzanówku, w którym kiedyś się nic nie działo, jest teraz taki przepych.

Zaczęło się od tego, że ówcześni burmistrzowie wymyślili, że połączą dwa miasta: Trzebinię i Chrzanów i stworzą nowe z centrum pośrodku. Z byłych miast utworzone zostały dzielnice, żeby pozostawić w użyciu ich nazwy, a powstałe miasto otrzymało zupełnie nową. Oczywiście był pewien problem bo jak nazwać nowe miasto? Trzebrzanów czy Chrzabinia? Miało się odbyć nawet referendum, ale finalnie zdecydował słynny przypadek. Otóż podczas burzliwej debaty burmistrzów jeden z nich, choć do dzisiaj nie wiadomo który, ponoć niechcący potrącił wiszące na ścianie logo Chrzanowa, które oderwało się od górnych zaczepów i spadło obracając się do góry nogami. Burmistrzowie przyjrzeli się mu, popatrzyli na siebie i jednocześnie powiedzieli „to jest fajne”. „I takie pogodne” dodał jeden z nich, ale do dziś nie wiadomo który. I ponoć od tego pogodnego logo wziął się pomysł, żeby miasto nazwać POGODNO. Nazwa została o dziwo bardzo dobrze przyjęta przez większość mieszkańców, a nawet zgodzono się użyć tego odwróconego do góry nogami starego logo Chrzanowa. Połączenie miast stało się faktem. Niespodziewanie stało się też nie lada sensacją na skalę światową, którą zainteresowało się bardzo wielu inwestorów. I z tego co wiem ten cały „eksperyment” urbanistyczny jest teraz opisywany w wielu opracowaniach naukowych.

Zamyślony nie zauważyłem, że już dawno zjadłem, a za moment muszę być pod operą w Młoszowej. Nie lubię opery, ale zostałem zaproszony przez organizatorów POGODNO Fashion Week, dla których robiłem wiele filmów i po prostu chcę się z nimi zobaczyć. Łapię elektryczną rikszę i podjeżdżam pod stację kolejki. Na szczęście jeżdżą non stop. Mijam kotlinę Pogodno czyli teren pod Osadnikiem, gdzie mieści się teraz największe w Polsce centrum kasyn wraz z hotelami i parkiem rozrywki. Z jednej strony kotlina ogrodzona jest biurowcami mieszczącymi razem wszelkie możliwe urzędy, a z drugiej strony dumą naszego miasta czyli ośnieżonym i zadaszonym stokiem narciarskim rozciągającym się na górze Osadnik. Na szczycie błyszczą w słońcu fotowoltaiczne dachy spektakularnego osiedla apartamentowców wyglądającego jak szczyty górskie. Niesamowita wizja architektoniczna. Wygląda to jak dorobiony kawałek góry, w którym się mieszka. W nocy to miejsce nabiera niesamowitego klimatu. Ale ponoć tam na górze bardzo wieje. Wszystko to oplecione jest legendarną już największą na świecie kolejką górską, której trasa przez moment biegnie wzdłuż autostrady i trasy kolei naziemnej, którą jadę. Wszystko jest tak zsynchronizowane, że przez moment auta na autostradzie, kolejka górska i kolejka naziemna ścigają się jakby na prostej przez 400 metrów z prędkością 140 km/h. Jechałem, doświadczyłem, polecam każdemu, choć trzeba uważać przy słabych nerwach. Patrząc na to miejsce odświeżają mi się wspomnienia budowli tego całego centrum. Czasy były dziwne, ledwo świat opanował pandemię koronawirusa, a inwestorzy nie wiedzieli w co ulokować kapitał. Nagle wizja powstania nowego miasta, które można łatwo zbudować, przy użyciu dwóch istniejących stała się hitem. To było jak w Dubaju, w ciągu 5 lat powstało więcej budynków niż całej historii Chrzanowa i Trzebini łącznie. Pomysł budowy potężnych kasyn na miarę Las Vegas był kontrowersyjny, ale wypalił tak dobrze, że po Polsce krąży plotka jakoby prezydent Pogodno nawet nie wie na co już wydawać pieniądze z podatków. Ale tak nie jest. Mieliśmy to szczęście, że wszyscy kolejni prezydenci miasta byli wizjonerami. Zauważyli powstały swego rodzaju mikrokosmos i jego możliwości. Całe pieniądze z podatków inwestowali w dalszy rozwój miasta i co unikatowe w samorozwój i szczęście mieszkańców. Można powiedzieć, że wszyscy wzięli sobie nową nazwę do serca i misją społeczną stało się życie na „POGODNO”. W głośnikach szynobusu zabrzmiał ciepły głos zapamiętanej z naszej młodości Krystyny Czubównej oznajmiający przyjazd na stację Młoszowa- Opera.

C.D.N?